O 14:20 radar wykrył kolejną falę 60 maszyn.

Dywizjony RAF walczyły, by powstrzymać atak na Londyn, a niebo nad Biggin Hill i Kenley znów wypełniło się ogniem. Niemcy zostali odparci – ale tylko na chwilę.

Krótko przed 16:00 rozpoczął się największy nalot dnia – ponad 300 samolotów Luftwaffe uderzyło na lotniska i cele przemysłowe. Biggin Hill został niemal zrównany z ziemią – trafiono hangary, zbrojownie, mesy i schron. 39 członków personelu zginęło na miejscu. Ciężko oberwały także Detling, Lympne i fabryka Vauxhalla w Luton, gdzie życie straciło 53 cywilów.

W powietrzu trwała desperacka walka – 242. Dywizjon Douglasa Badera rzucił się na niemieckie bombowce mimo miażdżącej przewagi liczebnej. To właśnie tego dnia Dywizjon 303 po raz pierwszy wziął udział w akcji – i F/O Ludwik Paszkiewicz zestrzelił pierwszego Dorniera w historii polskiej jednostki w RAF.

Bilans dnia był tragiczny: Luftwaffe straciła 40 maszyn, RAF – 25, a wraz z nimi dziewięciu pilotów. Setki cywilów ucierpiały w Londynie, Luton i wielu innych miastach.

Wieczorem nad Anglią znów pojawiły się bombowce – Liverpool został zaatakowany trzecią noc z rzędu. Biggin Hill, serce 11. Grupy, ledwie funkcjonowało. A jednak – mimo strat i zniszczeń – RAF wciąż trwał. Luftwaffe nie przełamała obrony.