Niebo nad Anglią rozświetliły największe dotąd ataki Luftwaffe.
Dzień rozpoczął się spokojnie – pojedyncze samoloty rozpoznawcze Niemców krążyły nad konwojami u wybrzeży, badając czujność RAF. Wkrótce jednak nadszedł pierwszy poważny cios.
O 7:36 ponad setka Dornierów i Messerschmittów uderzyła na konwój w estuarium Tamizy. Do walki poderwano 111. Dywizjon (Hurricane) i 54. Dywizjon (Spitfire), a nad południową Anglią grasowały także Bf 109, próbując zwabić kolejne dywizjony RAF. Wicemarszałek lotnictwa Keith Park zachował zimną krew i nie dał się sprowokować.
O 11:06 rozpoczął się szturm, który wstrząsnął całym Kentem. Ponad 100 niemieckich maszyn przecięło linię brzegową – a po chwili druga fala ruszyła ich śladem. RAF rzucił do walki aż 16 dywizjonów! W powietrzu doszło do chaotycznych, desperackich starć.
Ppor. EJ Morris z RPA staranowany przez Heinkla zdołał się uratować, choć ze złamaną nogą. Do 12:30 Niemcy zostali odparci, ale za cenę dziesięciu zestrzelonych myśliwców RAF i pięciu poległych pilotów.
To był dopiero początek dnia, który przejdzie do historii jako jeden z najcięższych w całej Bitwie o Anglię.
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.