Poranek 29 lipca rozpoczął się piękną, bezchmurną pogodą

zwiastującą wzmożoną aktywność Luftwaffe. Nad Kanałem La Manche unosiła się cisza przed burzą – dwa konwoje przecinały wody w obszarze 11. Grupy RAF. O 7:20 Niemcy uderzyli: 48 bombowców nurkujących Ju 87, eskortowanych przez 80 Bf 109 z jednostek JG 51 i JG 26, ruszyło na Dover.

Do obrony stanęły brytyjskie dywizjony: Spitfire’y z 41. Dywizjonu zaatakowały prawą flankę wroga, a Hurricane’y z 501. Dywizjonu – lewą. Niemiecka formacja, dowodzona przez asa Adolfa Gallanda, natychmiast wpadła w ostrzał. Podczas zaciętej walki 41. Dywizjon stracił jednego pilota i cztery myśliwce, ale 501. Dywizjon zestrzelił aż pięć Stukasów, nie tracąc ani jednej maszyny.

Niestety, w porcie Dover doszło do tragedii – zbombardowany został statek Gronland, a 19 marynarzy zginęło. Zatonął też jacht Gulzar, a zniszczony został Sandhurst. Mimo wszystko odwaga pilotów pozwoliła ograniczyć skutki nalotu.

Wieczorem Niemcy zatopili niszczyciel HMS Delight. To był cios, który zmusił Admiralicję do wycofania flotylli z kanału. Odtąd Niemcy będą zmuszeni szukać nowych celów – głębiej w Anglii. A to oznaczało jedno: bitwa przenosiła się nad brytyjskie lotniska, gdzie lada dzień wejdą do walki polscy myśliwcy.

Już wkrótce na niebie pojawią się orły z biało‑czerwoną szachownicą.