Noc Muzeów 2015

 

Muzeum Miejskie ,,Sztygarka” zaprasza

16 maja 2015 r. w godz.: 16.00 – 24.00

 

W programie:

Zwiedzanie Kopalni Ćwiczebnej – po uprzedniej rezerwacji
ceny biletów: 5 zł – normalny, 2 zł – ulgowy

Classic Car Night – II Międzynarodowy Nocny Zlot Pojazdów Zabytkowych

Pojazdy można oglądać w godz. 16.00 – 18.00

 

Wystawa fotograficzna „Polski Afganistan. Historia największej operacji Wojska Polskiego od czasu II wojny światowej”

Autorzy: Marcin Ogdowski i Marcin Wójcik

 

Prezentacja Marcina Ogdowskiego

„Dziennikarze na polskich misjach wojskowych w Iraku i Afganistanie”
godz. 18.00 – 19.00

 

Kafejka z Yerba Mate – degustacja oraz sprzedaż wszelkich akcesoriów potrzebnych do przyrządzania naturalnego napoju energetycznego

Gry historyczne: ,,Ogniem i mieczem” oraz ,,Bogowie wojny – Napoleon”
godz. 16.00 – 18.00

 

_______________________________________________________________________

16-17 maja 2015 – Classic Car Night vol 2

II Międzynarodowy Nocny Zlot Pojazdów Zabytkowych – Sosnowiec

 

II Międzynarodowy Nocny Zlot Pojazdów Zabytkowych organizowany jest w ramach Europejskiej Nocy Muzeów.

Publiczność będzie mogła podziwiać 50 staranie wyselekcjonowanych klasyków, a uczestnicy doświadczą niezapomnianych wrażeń podczas licznych konkursów i prób sprawnościowych, zwiedzania muzeów i night cruisin’-gu.

W planie między innymi:

– zawody gokartowe

– zwiedzanie kopalni

– mega oryginalny konkurs elegancji…

– próba sportowa i próby zabawowe

– zwiedzanie muzeum autobusów

– wiele, wiele innych (jak zawsze)

Zlot zakończy się w prawdziwie amerykańskiej restauracji z balem w stylu retro, z muzyką z lat 50./60. XX wieku,  i pokazami tańca rock’n’roll

Zapraszamy do uczestnictwa!!!

 Więcej informacji http://www.taxxxi.pl/ / zapisy w zakładce REGULAMIN

 

_______________________________________________________________________

 

Dlaczego „Polski Afganistan”?

Czterdzieści zdjęć ilustrujących największą operację Wojska Polskiego od zakończenia II wojny światowej. To również ponad 200-stronicowy album. Autorami wielu fotografii są Marcin Ogdowski i Marcin Wójcik, krakowscy reporterzy, którzy w latach 2004-2013 wielokrotnie odwiedzali stacjonujących w Afganistanie Polaków. Dziennikarze skupili się przede wszystkim na służbie szeregowych żołnierzy z oddziałów bojowych, dzieląc z nimi nudę wyczekiwania, euforię akcji, strach przed śmiercią i żałobę po utracie kolegów. Wszystkie te stany i sytuacje utrwalili na swoich zdjęciach, których w sumie powstało ponad 20 tysięcy.

– Ogromna liczba, z której musieliśmy wybrać zaledwie 40 sztuk na wystawę i kolejne 70 do albumu – mówi Marcin Ogdowski. – Niewdzięczne zadanie, także dlatego, że pragnąc ukazać grozę wojny, nie chcieliśmy jednocześnie epatować dosłownością. W naszych zasobach są zdjęcia powstałe tuż po wybuchach min-pułapek, przedstawiające martwe bądź potwornie okaleczone osoby, ale nie będziemy ich eksponować. Ofiary nie były postaciami z filmów czy gier, to prawdziwi ludzie, zasługujący na szacunek.

– Wystawę oraz album, który jej towarzyszy, zatytułowaliśmy po prostu „Polski Afganistan” – dodaje Marcin Wójcik. – Oczywiście na naszych zdjęciach są Afgańczycy, widać surowe piękno tego kraju, zarówno jego materialną kulturę jak i krajobraz, ale to wszystko tylko tło. Naszymi bohaterami są bowiem żołnierze przedstawieni tak, by odbiorca uzyskał w miarę pełny obraz polskiego zaangażowania w afgański konflikt.

Natowska misja ISAF w Afganistanie dobiega końca, a wraz z nią kilkunastoletnie zaangażowanie Wojska Polskiego w konflikty „na drugim końcu świata”. Żołnierze wracają do domów, wojsko do realiów koszarowego życia.

„Nie ma nic dobrego w wojnie. Z wyjątkiem jej końca” – stwierdził niegdyś Abraham Lincoln, prezydent Stanów Zjednoczonych. Nie sposób nie przyznać mu racji, choćby z prostej przyczyny. „Nikt z naszych bliskich już nie zginie, nikt nie zostanie ranny; ostatni dzień obecności polskich żołnierzy w tym kraju będzie dla mnie okazją do świętowania” – napisała na blogu zAfganistanu.pl matka jednego z wojskowych.

Autorzy:

Marcin Ogdowski (ur. 1976 r.) – dziennikarz, korespondent wojenny (Irak, Afganistan), pisarz; nazywany pierwszym polskim blogerem wojennym. W zawodzie od 2000 r., kolejno w: „Nowościach”, „Przeglądzie”, „Super Expressie”, a od 2007 r. w portalu „Interia”.
W Afganistanie po raz pierwszy pojawił się w 2004 r. Od 2009 r. prowadzi wielokrotnie nagradzany blog „zAfganistanu.pl”, na podstawie którego ukazała się książka „zAfganistanu.pl. Alfabet polskiej misji” (2011 r.). Autor dwóch powieści poświęconych Polakom biorącym udział w afgańskiej wojnie – „Ostatni świadek” (2013 r.) i „(Nie)potrzebni” (2014 r.).

Marcin Wójcik (ur. 1985 r.) – dziennikarz, fotoreporter. Pisał i fotografował m.in. dla „Gazety Krakowskiej”, „Echa Miasta”, „Tygodnia w Jaworznie”, „Maxima”, „Komandosa”, „Special Ops’a”, „Onetu” i „Interii”. Z ramienia tej ostatniej w 2011 r. po raz pierwszy relacjonował codzienną służbę polskich żołnierzy w Afganistanie. Kolejny raz prowincję Ghazni odwiedził w 2013 r. jako wysłannik „Komandosa”. Prowadzi fotobloga ze zdjęciami dokumentującymi udział Wojska Polskiego w konflikcie w Afganistanie – „wojnografia.pl”.

_______________________________________________________________________

Pytania i odpowiedzi

Wywiad z Marcinem Ogdowskim

 

Ile razy Pan wyjeżdżał? Rodzina tak łatwo pozwoliła Panu wejść w „paszczę lwa”, w samo centrum działań zbrojnych?

W sumie było to 10 dłuższych wyjazdów do Iraku i Afganistanu. Rodzina wcale łatwo tego nie zaakceptowała, ale pogodziła się z tą pasją. Zwłaszcza było to trudne dla rodziców mojej żony, ale teraz, planując kolejny wyjazd, już nie słyszę pytań typu: A po co Ty tam jedziesz?

Bloger wojenny – a to nie jest to samo co korespondent?

Różnica sprowadza się do tego, że ja bloguję – moja korespondencja sprowadza się do wpisów na blogu. Wcześniej były to obszerne reportaże, teraz kilkunasto- czy kilkuzdaniowe teksty. To nie ja wymyśliłem określenie bloger wojenny. Powstało ono w głowie jednego z dziennikarzy, który kiedyś przeprowadzał ze mną wywiad – ale bardzo mi się podoba.

Czy praca, radio i telewizja źle kreują wizje wojny w Afganistanie?

Problem z mediami sprowadza się do tego, że one wojną w Afganistanie praktycznie w ogóle się nie interesują. Problem wraca, gdy ginie tam polski żołnierz lub kilku polskich żołnierzy. W efekcie jesteśmy skazani na przekaz oficjalny, kreowany przez Ministerstwo Obrony, a ten trochę rozmija się z rzeczywistością. Nie jest tak, że MON fałszuje obraz tej wojny, ale pokazuje tylko wybrane jej części, elementy, które pozwalają przekonać do tego, że w Afganistanie mamy do czynienia z misją stabilizacyjną, a nie z wojną.

Jak może Pan tego typu wyjazdy nazywać pasją? Pasją? Czerpie Pan przyjemność z oglądania takich okrucieństw?

Uważam, że potrzebni są tego typu ludzie – ludzie, którzy dostarczają informacji z takich miejsc. Jeśli z różnych powodów decydują się na to, to nie powinno dostrzegać się w tym niczego złego. Najważniejsze, żeby nie przekraczali pewnych granic, aby tak długo, jak tylko jest to możliwe, starali się zachować obiektywizm, i nie angażować się bezpośrednio
w działania zbrojne.

Czy te wyjazdy są dla Pana ekscytujące?

Tak, oczywiście. Proszę zauważyć, że one wiążą się nie tylko z uczestniczeniem w działaniach zbrojnych. Wiążą się przede wszystkim z odwiedzaniem ciekawych, ekscytujących miejsc – ekscytujących dla mnie jako socjologa, ekscytujących też dla mnie jako człowieka, który pasjonuje się kulturą muzułmańską.

Śledzę Pana bloga. To, co dało się zauważyć, to wiele razy poruszana kwestia braku odpowiedniego sprzętu. Nie miał Pan nacisków gdzieś z góry?

Kwestia sprzętu na przestrzeni ostatnich lat bardzo się zmieniała. Prawdą jest, gdy słyszymy opinie polityków, że w Afganistanie mamy dobrze wyposażony kontyngent, ale oczywiście ma on braki, które są wynikiem skali naszego zaangażowania. Z tego powodu musimy prosić Amerykanów o wsparcie, np. gdy potrzebujemy drogowych zestawów saperskich, dronów czy pojazdów typu MRAP. Co do nacisków, nie zdarzyło mi się, by ktoś wprost sugerował mi, że czegoś nie powinienem pisać, ale z drugiej strony, znam tematykę na tyle dobrze, by wiedzieć, że pewnych rzeczy nie należałoby upubliczniać. Np. tego, jakie są słabe punkty w opancerzeniu rosomaka. Nie napiszę o tym, bo mam świadomość, że rebelianci mieliby możliwość dotarcia do takich informacji, a wolałbym nie mieć na sumieniu życia żadnego z polskich żołnierzy. No, i taki mocno subiektywny motyw? Ja do tego rosomaka często wsiadam i nie chciałbym „wylecieć” na odpowiednio skonstruowanej pułapce.

Ile według Pana minie czasu zanim armia afgańska będzie mogła samodzielnie dbać
o bezpieczeństwo?

Wydaje mi się, że ten proces nigdy nie nastąpi. Afgańskie siły bezpieczeństwa bez wsparcia sił zachodnich, pójdą w rozsypkę. Żołnierze zasilą szeregi lokalnych milicji, lokalnych armii. Taka jest, moim zdaniem, przyszłość Afganistanu, jeśli zachód rzeczywiście zdecyduje się opuścić go.

Co by Pan radził młodym mężczyznom, którzy chcą zaciągnąć się do wojska i służyć np.
w Afganistanie ? Jak wyglądają relacje chłopców już tam służących?

Kiedyś napisałem, że nie byłaby możliwa działalność polskiego kontyngentu, gdyby nie koleżeńskie więzi między żołnierzami zgrupowania bojowego. Jeśli więc ktoś szuka prawdziwie męskich/koleżeńskich więzi, to tam je znajdzie.

Czy „Ostatni świadek” to kontynuacja pierwszej książki? Czy jest to zupełnie inna historia?

„zAfganistanu.pl” była reportażem, „Ostatni świadek” jest powieścią, więc już na tym etapie jest duża różnica. Opowiada ona fikcyjną historię, choć, jak piszą recenzenci tej książki, fikcyjni są tylko bohaterowie, bo wszystko to, co się z nimi dzieje, ma też miejsce na co dzień w Afganistanie. „Ostatni świadek” w jakiejś mierze nawiązuje do historii z Nangar Khel. Nie jest to opowieść o tamtych wydarzeniach, ale moi bohaterowie przeżywają bardzo podobny dramat. W tej książce ważne jest też polityczne i medialne tło afgańskiej wojny. Pokazuje, w jaki sposób politycy traktują żołnierzy, których wysłali na wojnę, pokazuje też, jak kształtowany jest medialny wizerunek tego konfliktu.

Jako korespondenta wojennego: co Pana najbardziej wzruszyło?

Wzruszające są dla mnie przejawy koleżeństwa – zwłaszcza w sytuacjach ekstremalnych, gdy daje się dowody więzi, narażając własne życie. Wzruszający jest też ceremoniał wojskowy związany z pożegnaniem poległego żołnierza. Zawsze poruszające są dla mnie afgańskie dzieciaki, które nie zważając na całą tę sytuację wojny, po prostu są sobą. Są ciekawskie, strasznie odważne, nie okazują lęku wobec zbrojnych obcych – tak po dziecięcemu przebiegłe, zuchwałe. Najlepsze zdjęcie, tak mi się wydaje, jakie zrobiłem w Afganistanie, to zdjęcie dziewczynki z domu dziecka w Ghazni. Można je zresztą zobaczyć na jednej z ostatnich stron „Alfabetu”.

Czy „Ostatni świadek” może posłużyć dla kogoś jako źródło informacji o przeżyciach, sprzęcie, jak i działaniu naszych wojsk w Afganistanie?

Wczoraj, w trakcie spotkania autorskiego w krakowskim EMPiK-u, prowadzący – były żołnierz zawodowy, uczestnik afgańskich misji, powiedział mi coś takiego: „Kurczę, Marcin, w tej książce jest cały ten nasz Afganistan”. Myślę, że to wystarczy za odpowiedź.

Czy zdarzyło się, że pożałował Pan wyjazdu do Afganistanu?

Zdarzało się w sytuacjach, w których było bardzo niebezpiecznie, że przychodziła refleksja: „A co ja tu w ogóle robię? A po co?” Po jednej z nich uznałem, że już nigdy nie wrócę do Afganistanu, i gdy kolejnym razem wsiadłem do samolotu, stwierdziłem, że rzeczywiście nie dam rady. Ale minęło kilka miesięcy i znowu wróciłem. Coś tam, niestety, ciągnie.

Czasami zastanawia mnie też, czy Pan wie o tym, jak bardzo „Alfabet misji” chwyta ludzi za serce, i to nie tylko tych, którzy mają tam kogoś bliskiego?

Bardzo mnie taka opinia cieszy. Dostaję wiele listów, maili od czytelników, i za każdym razem pękam z dumy. Dla mnie to dowód, że warto to wszystko robić.

Jak wygląda kwestia zdjęć? Macie tam Internet, możliwość wysyłania zdjęć do redakcji, piesze Pan na miejscu artykuły?

Internet dostępny jest w zasadzie tylko w bazach, więc materiały i zdjęcia przygotowuję sobie na odłączonym Internecie, a potem korzystam z przysługujących mi 30 bądź 60 minut i „wieszam”, co się da. Trzeba jednak pamiętać, że jakość tego łącza jest bardzo niska. Dla przykładu, nie da się przesłać zdjęcia większego niż 1 mb.

Miał Pan styczność z osobą, która nie wytrzymała psychicznie i musiała wrócić przed zakończeniem swojej zmiany? Jakie jest Pańskie zdanie na ten temat?

Bardzo często miałem do czynienia z takimi osobami. Statystyki dotyczące tzw. rotacji z powodów osobistych są niejawne, ale z moich kilkuletnich obserwacji wynika, że około 10% żołnierzy z jednostek bojowych zjeżdża z misji przed czasem.

Czy ktoś się zastanawiał, jak żyją i czy nie trzeba pomóc wracającym z misji? Chodzi mi
o wsparcie psychologa.

Około 1/4 żołnierzy wracających z Afganistanu cierpi bądź w przyszłości będzie cierpieć na zespół stresu pourazowego. Oni rzeczywiście wymagają opieki, już nawet nie tyle psychologicznej ile psychiatrycznej. Wojsko stara się wychodzić naprzeciw, ale jest to inicjatywa bardzo ograniczona. Poza tym wielu żołnierzy najzwyczajniej w świecie boi się mówić o swoich problemach. Łatka „świra”, w ich przekonaniu, skończyłaby ich wojskową karierę. Dlatego albo w ogóle się nie leczą, albo leczą się prywatnie bez wiedzy przełożonych. O tym, jak istotny jest to problem, mogą świadczyć statystyki z USA. W wojnie wietnamskiej poległo 57 tys. Amerykanów. Przez 40 kolejnych lat ponad 100 tys. weteranów odebrało sobie życie.

Miał Pan sytuację, w której życie przeleciało Panu przed oczami? Myślał Pan, że to już koniec?

Miałem. Choć było to mało widowiskowe w sensie emocjonalnym, bo nie działo się coś takiego, że nagle miałem przed oczyma film z dotychczasowego życia. Po prostu to wszystko rozgrywało się zbyt szybko. Dopiero po wszystkim, w bazie, miękły nogi i nachodziły ogólne refleksje.

Marcin Ogdowski jest autorem książek:

„zAfganistanu.pl. Alfabet polskiej misji” (2011 r.).

„Ostatni świadek” (2013 r.)

„(Nie)potrzebni” (2014 r.)

„Polski Afganistan” (z: Marcin Wójcik)

Źródło: www.interia.pl

_______________________________________________________________________

Yerba-mate to zmielone liście ostrokrzewu paragwajskiego, z którego przygotowuje się napar bardzo popularny w krajach Ameryki Łacińskiej. Tradycja picia sięga czasów prekolumbijskich. Podobnie jak herbata i kawa ma on działanie pobudzające, dodatkowo – zdrowotne (obniża poziom cholesterolu), odchudzające i oczyszczające. Służy do wielokrotnego spożycia poprzez kolejne zalewanie go wodą – gorącą bądź zimną. Pije się go przez specjalną słomkę, która pomaga oddzielić fusy. Yerba-mate posiada wiele odmian i różne smaki, np. cytrusowe, kawowe. Dostępna jest w torebkach ekspresowych.

_______________________________________________________________________

Lapis Shop

Harekat Consulting

Sklep: ul. Kapelanka 13c, Kraków

Godziny otwarcia: pn-pt w godz. 10.00-17.00

Tel. (+48) 665 396 633

e-mail: sklep@lapis.shop.pl

Harekat Consulting jest bezpośrednim importerem biżuterii etnicznej, tradycyjnej oraz nowoczesnej z Afganistanu. Produkty są w 100% oryginalne, wykonane ręcznie na terenie tego państwa. Kamienie używane do zdobienia biżuterii również pochodzą z ziemi afgańskiej (lapis lazuli, turkus, malachit, agat). Każda sztuka biżuterii, każdy kamień, są wybrane, zbadane pod kątem autentyczności, zakupione bezpośrednio u rękodzielników afgańskich i dostarczone do Polski. Przykładamy wagę do tego, by zapewnić gwarancję zarówno oryginalności jak i autentyczności wyjątkowych projektów.

Jak poznać prawdziwy lapis?

Lapis lazuli to skała metamorficzna powstała w wyniku przeobrażeń utworów węglanowych (wapieni i dolomitów) pod wpływem intruzji granitów, sjenitów lub pegmatytów. Jej głównym składnikiem jest lazuryt, minerał z gromady krzemianów, zaliczany do grupy skaleniowców. Nazwa pochodzi od arabskiego azul i perskiego lazhward = niebieski (niebo), nawiązuje do barwy skały.

Każdy odłamek lapis lazuli różni się od innych i jest niepowtarzalny. Co powinno wzbudzić naszą czujność?

  • zbyt dobra jakość (jednolity kolor, brak jasnych domieszek kalcytu); zdarzają się podróbki lapisu oprawione w srebro
  • temperatura i konsystencja kamienia – nie jest zimny lub jest zbyt miękki
  • brak drobinek pirytu przy jednoczesnej obecności domieszek kalcytu (prawdopodobnie mamy wtedy do czynienia z sodalitem lub barwionym howlitem).

Podróbki:

  • howlit – jasny kamień, bardziej miękki niż lapis lazuli, barwiony na niebiesko przypomina lapis średniej jakości; poznać go można po braku drobinek pirytu i miękkości
  • szwajcarski lapis (tzw. swiss lapis) – jaspis barwiony na niebiesko, zdradzi go „nieszlachetna” barwa i brak pirytu
  • sodalit – jest to minerał, który wchodzi w skład lapis lazuli, nie jest kamieniem szlachetnym, ma granatową barwę, nie jest tak zimny jak lapis oraz nie ma drobinek pirytu
  • lapis rekonstruowany – są to kawałki kamienia rekonstruowane z drobinek prawdziwego lapisu, łączonych masą plastyczną, czasem dorzuca się do nich drobiny pirytu, które już na pierwszy rzut oka wyglądają nienaturalnie
  • lapis syntetyczny – w całości wykonany ze sztucznych materiałów, często dorzuca się do niego drobiny pirytu lub inne udające piryt; lapis syntetyczny łatwo poznać po zbyt jednolitej barwie i braku kalcytu. Często zamiast lapisu używa się także modeliny, która po wypaleniu nabiera odpowiedniej twardości.

_______________________________________________________________________

WARBOOK Sp. z o.o.

Bładnicka 65

43-450 Ustroń

WarBook to seria pełnych akcji książek militarnych. Ich główną postacią zawsze jest Polak – niekoniecznie z urodzenia, czasem z wyboru. Na swojej drodze spotyka autentycznych polskich bohaterów. Tych w naszej historii jest bez liku – i to niezależnie od epoki, przełomowych wydarzeń czy momentu dziejowego. Dlatego wspólnym mianownikiem publikacji jest właśnie historia Polski. Przez lata retuszowana, wygładzana, a czasami wręcz zakłamywana, dziś powoli staje się tematem burzliwych dyskusji. Okazuje się, że jednak może być różnie postrzegana i opisywana. Nie zawsze zgodnie z utartymi wzorcami i przyzwyczajeniami. Nie zawsze poprawna politycznie. Czasem przedstawiająca Polskę niekoniecznie taką, jaką widzimy na dzisiejszych mapach. Polskę, której dzieje mogły przecież potoczyć się zupełnie inaczej.

Autorzy

Tomasz Bukowski

Prawnik z wykształcenia (choć wyszedł na ludzi), urzędnik z konieczności (póki co), historyk z zamiłowania (z przyczyn finansowych tylko amator), a teraz (ostatnio) pisarz. Szczególnie  pasjonuje go historia republikańskiego Rzymu i jego walki o dominację nad basenem Morza Śródziemnego. Ponadto przedmiotem jego fascynacji jest okres 1914-1945, a więc obie wojny światowe i zawiłości polityki europejskiej okresu międzywojennego, które w obronie świata przed powtórką rzezi Wielkiej Wojny doprowadziły do hitlerowsko-stalinowskiej hekatomby. Zwolennik tradycji oraz wyciągania na przyszłość wniosków z historii. Fan konsula Gajusza Mariusza, dyktatora Gajusza Juliusza Cezara i cesarza Napoleona Bonaparte. Entuzjasta polskiego oręża (niektóre klęski ponieśliśmy z klasą, zgodnie z teorią wojskowości starożytnego Rzymu dobrego dowódcę poznaje się po tym jak przegrywa z silniejszym, a nie jak wygrywa ze słabszym), lubiący obalać mity naszych pokręconych dziejów. Wielbiciel ludzkiej natury, jaka by ona nie była. Przeciwnik poprawności politycznej i brudnych kompromisów.

 
Marcin Ciszewski

Absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Warszawskiego ze specjalizacją historia najnowsza. Od lat, choć nie uprawia historii zawodowo, pasjonuje się przebiegiem II Wojny Światowej, ze szczególnym uwzględnieniem Kampanii Wrześniowej. W dorobku literackim autora znalazła się m.in. Trylogia WWW, w skład której wchodzą powieści: WWW.1939.COM.PL, „Major” oraz WWW.1944.WAW.PL.

Michał Cholewa

Matematyk z wykształcenia, informatyk z zawodu, fantasta z zamiłowania. Nałóg czytania wykształcono mu podstępnie za młodu, zainteresowanie pisaniem przyszło z czasem. Fan twórczości Stanisława Lema, Joego Haldemana i Roberta Heinleina. Historycznie zainteresowany wojną na Pacyfiku 1941-1945.

Marcin Gawęda

Absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Publicysta wojskowy („Nowa Technika Wojskowa”, „Komandos”, „Armia”), pasjonat m.in. wargamingu. Debiutował powieściami popularno-naukowymi, teraz zamiłowanie do historii wojskowości realizuje w technothrillerach w serii WarBook. Jego ogromną wiedzę z zakresu współczesnego pola walki oraz lekkie pióro doceniło już wielu czytelników. Powieść „Rebelia” znalazła się wśród najlepiej sprzedających się książek w sieci salonów Empik.

Piotr Gociek

Publicysta „Uważam Rze” i „Rzeczpospolitej”, pisarz, radiowiec. Publikował m.in. w „Fantastyce” i „Nowej Fantastyce”, „Feniksie”, „Wprost”, „Ozonie”, „Frondzie”, „Rzeczach Wspólnych”, „Focusie” i „Focusie Historia”. W latach 2008-2011 szef działu krajowego i publicysta „Rz”, teraz związany z „Uważam Rze” i „Uważam Rze Historia”. Był reporterem filmowym RMF FM oraz szefem muzycznym i szefem anteny sieci Radio Plus, dziś jest zastępcą red. naczelnego Radia Wnet. Współpracuje także z „Plusem Minusem” – weekendowym magazynem „Rzeczpospolitej”, gdzie prowadzi stałą rubrykę „Poczytanki” z recenzjami książkowymi. „Demokrator” to jego pierwsza powieść.

 

 

Piotr Langenfeld

Dziennikarz i pisarz; współpracował z pismami „Militaria XX wieku”, „Armia”, „Broń i amunicja”, a także z portalem Wirtualna Polska. Dwukrotnie przebywał w Afganistanie z US Army jako korespondent wojenny przydzielony do 25 Dywizji Piechoty i 10 Dywizji Górskiej w prowincjach Chost i Logar. Prezes Stowarzyszenia Historycznego Wielka Czerwona Jedynka zajmującego się propagowaniem i rekonstrukcją historii armii USA w czasie drugiej wojny światowej.

Marcin Ogdowski

Dziennikarz i korespondent wojenny (Irak, Afganistan); nazywany pierwszym polskim blogerem wojennym. Wojskiem interesował się od dzieciństwa, które częściowo upłynęło mu na ucieczkach z toruńskiego poligonu przed żandarmerią wojskową. Wrodzony brak pokory – cechę, która jego zdaniem dyskwalifikuje go jako żołnierza – z powodzeniem wykorzystuje w pracy dziennikarza. Kolejno w: „Nowościach”, „Przeglądzie”, „Super Expressie”, a od 2007 r. w portalu Interia.pl. Najbardziej znany jest z prowadzenia bloga zAfganistanu.pl, który od 2009 r. odpowiada na społeczne zapotrzebowanie na wiadomości z wojny – toczonej nie tylko w odległym kraju przez żołnierzy, ale także w Polsce przez ich rodziny, które walczą ze strachem, samotnościąi przykrymi następstwami służby swoich synów, mężów i ojców. Na podstawie bloga ukazała się także książka „zAfganistanu.pl. Alfabet polskiej misji” (2011 r.), która objaśnia kulisy obecności Wojska Polskiego u podnóża Hindukuszu. Pisze o odwadze, ofiarności i odpowiedzialności żołnierzy. Nie najwyższych rangą oficerów, lecz szeregowców z oddziałów bojowych. Sam wielokrotnie uczestniczył z nimi w patrolach na terenie irackich i afgańskich wiosek, mieszkał w namiotach i dzielił wojenną codzienność: nudę wyczekiwania, euforię akcji, strach przed śmiercią i wymysły wojskowej biurokracji. Był wielokrotnie doceniany za przedstawianie wojska w obiektywny oraz nowoczesny sposób. To laureat m.in. nagrody dziennikarzy „Zielona Gruszka” (2011 r.) i małopolski „Dziennikarz Roku 2009”. Odznaczony Brązowym (2008 r.) i Srebrnym (2009 r.) Medalem „Za Zasługi dla Obronności Kraju”, a w 2013 r. wyróżniony także Buzdyganem, nagrodą nazywaną wojskowym Oscarem.

Jakub Pawełek

Absolwent filologii rosyjskiej Uniwersytetu Śląskiego, obecnie student Akademii Obrony Narodowej. Na co dzień „korporacyjny trybik”, po godzinach fascynat wojskowości, Airsoftu i papierowych konfliktów zbrojnych. Zainspirowany twórczością Clancy’ego i Bonda postanowił spróbować swoich sił w starciu z tematyką militarnego thrillera. Po bardzo dobrze przyjętym „Wschodnim gromie” przyszedł czas na „Perski Podmuch”.

Jarosław Rybak

Był dyrektorem Departamentu Komunikacji Społecznej w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, wcześniej doradcą Ministra Obrony Narodowej ds. prasowo-informacyjnych – rzecznikiem prasowym MON. W ciągu kilkunastu lat pracował na etatach w dziennikach „Trybuna Śląska” i „Super Express”, tygodniku „Polska Zbrojna”, miesięczniku „Żołnierz Polski”. Publikował także m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Polityce”, „Przekroju”
i „Newsweeku”.

Marcin Wójcik

Dziennikarz, fotoreporter. Pisał i fotografował m.in. dla „Gazety Krakowskiej”, „Echa Miasta”, „Tygodnia w Jaworznie”, „Maxima”, „Komandosa”, „Special Ops’a”, portali Onet i Interia. Z ramienia tej ostatniej w 2011 r. po raz pierwszy relacjonował codzienną służbę polskich żołnierzy w Afganistanie. Kolejny raz prowincję Ghazni odwiedził w 2013 r. jako wysłannik „Komandosa”. Prowadzi fotobloga ze zdjęciami dokumentującymi udział Wojska Polskiego w konflikcie w Afganistanie –„wojnografia.pl”.

 

 

NOC_MUZEÓW_2015_zmiana_27_kwietniaCCN plakat 2015 (1)   polafg_plakat_400x950_5mm

plakat yerba mate,,

hol zdjęciA 134 hol zdjęciA 133 yerba mate 2