Szybciej, wyżej, dalej…

Wyprawy na krańce ziemi…
Szybciej, wyżej, dalej… Sebastian Kawa
30 listopada 2017 r, godz. 17:00

Chyba nikt nie realizuje tej olimpijskiej dewizy lepiej i dokładniej niż Sebastian Kawa – lekarz ginekolog z Międzybrodzia Żywieckiego, którego pasją od młodzieńczych lat są szybowce.

Napisać o nim, że jest mistrzem szybowcowym, to jakby nic nie napisać. Sebastian Kawa jest absolutnym dominatorem. 26 medali z najważniejszych zawodów szybowcowych: 2 ze Światowych Igrzysk Lotniczych, 7 złotych z mistrzostw Europy, oraz 12 złotych, 2 srebrne i 3 brązowe mistrzostw świata. To jedyny pilot szybowcowy, który w swojej karierze dwunastokrotnie sięgnął po indywidualny tytuł mistrza świata wygrywając z drużynami dysponującymi lepszym sprzętem i możliwościami.( Ostatnio się to poprawiło – polska Diana 2 i GP 14 należą do najlepszych szybowców na świecie.)  Wśród szybowników, którym nie daje szans , pojawiła się nawet anegdota. Ci, którzy zdobywają drugie miejsca w zawodach mówią, że byli pierwsi, „bo Kawa się nie liczy”.

[szybciej] Z wody w przestworza

Zanim zaczął latać, został żeglarzem. Najpierw pływał w klasie Optymist, potem Cadet oraz „420”. Szybko pojął o co w tym chodzi i już wkrótce pojawiły się pierwsze tytuły mistrza Polski. Z wody przeniósł się w przestworza, dopiero gdy stanął przed koniecznością kupna łódki olimpijskiej. Sponsorów nie było, nie mógł kontynuować swojej żeglarskiej kariery. Był akurat w tym wieku, w którym możliwe było już rozpoczęcie szkolenia szybowcowego. Ale z żeglarskich regat pozostało mu coś, co, jak sam zauważa, bardzo mu się potem przydało w powietrznych wyścigach – sportowe zacięcie i chęć wygrywania. – Wygrywanie zawodów szybowcowych, to przede wszystkim kwestia motywacji. Nauczyłem się być zawodnikiem, już na żaglówkach i zacięcie zawodowe pozwoliło mi wygrywać już na początku mojej kariery. Dla mnie jedyną satysfakcją była bezbłednie pokonana trasa, dobry wynik – podkreśla Sebastian Kawa – czasem ni było się z kim ścigać – woięc satysfakcję przynosiły wyzwania stawiwane samemu sobie.

Po pierwszych sukcesach miał już możliwości trenować w innych miejscach w całej Europie. Początkowo na Słowacji, potem we Francji. Od początku wspierał go ojciec, Tomasz Kawa, również lekarz i również znakomity szybownik. To on zachęcił go do latania, nauczył wielu sztuczek i stawał na głowie, żeby umożliwić synowi trenowanie za granicą. Sebastian zbierał więc doświadczenie i intensywnie trenował. Doświadczenie to podstawa, bo wraz z nim przychodzi intuicja i wiedza, które pozwalają unikać niepotrzebnego ryzyka. Ale żeby wygrywać, potrzeba jeszcze czegoś więcej: – spryt, umiejętność „oszukania” innych zawodników i szybkiego przystosowywania do zmieniających się warunków – wylicza Kawa.

Światowe sukcesy przyszły po latach. W 2003 roku w słowackiej Nitrze zdobył swój pierwszy tytuł mistrza świata. Później praktycznie każdego roku do kolekcji dochodziły kolejne tytuły mistrza świata i Europy, oraz srebrne i brązowe medale.

[wyżej] Kawa na dachu świata

W 2013 roku jako pierwszy człowiek na świecie wzniósł się szybowcem (bez użycia silnika i bez holowania) ponad Himalajami, choć głównego celu – przelotu nad Mount Everest, nie udało się zrealizować. W pełnym sukcesie przeszkodziła ( komercyjne podejście do tej góry można napisać wprost, że chodziło o łapówkę dla urzędników ) Pogoda kilka razy umożliwiała na lot w jego kierunku. Wznosząc się nad szczyty i osiągając 9600m w Himalajach udowodnił, że zdobycie ME szybowcem jest możliwe. Latał dwuosobowym ASH, który mógł co prawda samodzielnie odlecieć z lotniska, ale pułap na który wynosił go silnik to tylko około 1000m nad lotniskow Pokharze. Dlej musiał już użyć prądów powietrznych, czasem w chmurach, czasem tuż przy skałach. W Himalajach nie ma ma gdzie lądować szybowcem po odlocie z Pokhary, piloci nie przysiąda na skale, nie podepra się silnikiem na kilku tysiącahc metrów. Nie ma nawet tak dużej ilości paliwa by godzinami lecieć do jedynego pasa. Szybowiec cały czas musi pędzić około 100km/h i tylko sprawne wykorzystanie prądów powietrznych umożliwia lot. Kawa, który wraz z ekipą spędził w Nepalu kilka dni miał trudności z uzyskaniem zgody na start i importem sprzętu przez port w Kalkucie. Był to pierwszy przypadek, gdy ktoś przywiózł prywatny latający sprzęt do Nepalu drogą lądową. W efekcie naszemu szybownikowi udało się polecieć tylko raz i to przy huraganowym wietrze 200km/h To jednak wystarczyło, aby wspólnie z Krzysztofem Stramą przelecieć nad Annapurną. Nie odbyło się jednak bez walki. Dynamiczny opis swoich zmagań Sebastian Kawa zawarł na swojej stronie internetowej „Początkowo korzystam z bardzo silnego noszenia nad gałęzią świętej góry odchodzącą w stronę południową. Jest bardzo laminarnie i mocno. W końcu jednak noszenie słabnie i chciałbym zbliżyć się do głównego szczytu. Gdy tam wlatuję natychmiast zaczyna się nieprzyjemna turbulencja. Tak broni się szczyt Annapurny Południowej… Zbyt niebezpiecznie… Lepiej nie testować wytrzymałości pięknej maszyny Jensa Kroegera. Wycofujemy się więc z powrotem na południowy skraj tego prądu, gdzie powietrze jest mniej wzburzone. Cykl jest bardzo typowy dla fali: rzuca, dusi i po kilkudziesięciu sekundach lotu pod wiatr kopniak od dołu porywa szybowiec o kilkaset metrów w górę. Dwa takie cykle i szczyt są na naszej wysokości. Potem jest już cisza”.

Mając świadomośc, że po takich trudnościach powtórna okazja na loty szybowcem nie zdarzy się przez długie lata ekipa postanowiła zostawić sprzęt na miejscu i wrócić do Naplu wiosną, kiedy to latali nad Dachem Świata niemal 100 godzin, odwiedzajać bezimienne zakamarki gór i lodowców. Szybwoce mają jednak znacznie większe możliwości w powietrzu niż miękkie skrzydła, mogą latać w turbulencji i przy silnym wietrze, gdzie ani samoloty z turystami, ani sportowe miękkopłaty nie mogą zbliżyc się do skał. Te trudne warunki jednocześnie niezbędne by wytworzyć prądy powietrzne zdolne do uniesienia nad szczyty. Mają jeszcze jedną zaletę – szybują cicho i nie raz wspólnie z ptakami, sępami, zupełnie ignorowane w powietrzu. Nie zrzucają lawin w parkach.

[dalej] Czas na Antarktydę?

Mimo, że Mount Everest się obronił, wyprawy nie uznaje jednak za straconą. – Udało nam się odczarować Himalaje. Wiele osób uważało bowiem do tej pory, że latanie szybowcem nad tymi górami jest niemożliwe – podkreśla. W Himalaje chciałby jeszcze wrócić przez zakończeniem swojej kariery. Nie tylko zresztą tam. Trwają przygotowania do wyprawy na… Antarktydę. Kawa jako pierwszy szybownik na świecie chciałby przelecieć szybowcem nad tym kontynentem. – To wcale nie jest głupi pomysł. Gdy na Antarktydzie panuje dzień polarny, światło słoneczne świeci tam nieprzerwanie przez kilka miesięcy. Można więc latać przy świetle dziennym tak długo, jak potrzeba – tłumaczy Kawa. Co więcej ciągnące się wzdłuż kontynentu pasma górskie generują falę powietrzną, która umożliwi szybowcowi pokonanie setek kilometrów – bez silnika, bez napędu.

Kaukaz jest mój.

W poprzednim sezonie Sebastian dwukrotnie uczestniczył w wyprawach w najdziksze i najwyższe góry Europy – w góry Kaukaz. Zarówno letnie burzowe pogody jak i jesienned wiatry i deszcze pokazały, że latanie nad tymi górami to jak szarpanie diabła za rogi. Samodzielne próby kolegów z Rosji skończyły się rozbiciem szybowca a Sebastian powrócił tej jesieni by nad Elbrusem latając w pełnym zachmurzeniu na 10 km nad ziemię szybowcem szkolnym. Doświadczenia z tych lotów potrzebne by pobić rekord wysokości lotu szybowcem. W Kaukazie są również możliwe rekordowe loty na odległość.

Gorgany.

Ta jesień stoi pod znakiem negocjacji z Ukrainą. Pasmo Gorgan i Karpaty Wschodnie kuszą regularnymi falami powietrznymi i dzikimi terenami. Pod parą stoi przygotowany do lotu szybowiec. Czekamy na ostatnie zgody, które jak się okazało potrzebne by przekraczać granicę w innym miejscu niż oficjalne loty komunikacyjne. Drogi lotnicze Z Polski są ustalone na bardzo dużej wysokości i korzystanie z nich szybowcem jest niemożliwe, a tylko tak można legalnie przekroczyć granicę.

Tam, gdzie nie ma nikogo

Skąd taka fascynacja szybowcami? Sebastian Kawa przyznaje, że początki tej fascynacji miały raczej prostą genezę. – Najpierw młodzieńcza fascynacja, kierowania dużą maszyną. Fenomen lotu, oderwania się od ziemi. że się czymś w ogóle się kieruje. Szybowania można się uczyć już od 14 roku życia. Od tego się zaczęło. Potem sportowa rywalizacja i możliwość znalezienia się nad miejscami, gdzie nikogo nie ma. Szczególnie odczuwaliśmy to w Himalajach przelatując nad górami, czy lodowcami, na których żaden człowiek nie miał prawa się znaleźć. Ale to uczucie towarzyszy nam nawet, kiedy latamy tutaj, nad Beskidami – przyznaje szybownik.

Jest jednak coś jeszcze. Z lataniem wiążą się przygody, niezapomniane przeżycia. Choćby to, które Sebastian Kawa opisał na swojej stronie internetowej: – Pięknego letniego dnia na dwumiejscowym szybowcu polecieliśmy ćwiczyć złożone figury wykorzystując doskonałe noszenia termiczne. Panowała nadzwyczajna pogoda i fantastyczna widzialność. Bawiliśmy się rozpoznawaniem szczytów gór od Bieszczadów, aż po Nitrę i Śnieżkę, a gdy zaczęliśmy identyfikować obiekty wytwarzające dym nad Śląskiem zauważyliśmy dym, który w tempie pociągu zaczął rozprzestrzeniać się na skraju lasu. Był to początek gigantycznego pożaru, który strawił Lasy Raciborskie, a my obserwowaliśmy to z szybowca latając głową w dół od Żywca po Skrzyczne”.

Wygrać – to jest coś

Można pomyśleć, że w szybownictwie zdobył już wszystko. Tymczasem sam Kawa przyznaje, że jeszcze kilka wyzwań mu pozostało. Nie tylko Himalaje i Antarktyda. Również tych sportowych. Do tej pory startował w klasach szybowcowych: 15 m, club i standard, 18m i na GP 14. Swoich sił chciałby jednak spróbować w klasie otwartej, gdzie jedynym ograniczeniem jest limit masy szybowca.

Kiedyś, jeszcze jako junior, wystartowałem w tej klasie i to na najgorszym szybowcu. Udało mi się nawet wygrać kilka konkurencji, ale na dłuższą metę takim dwuosobowym szybowcem, jakim dysponowałem, prowadzenia nie dało się utrzymać. Ostatecznie zakończyłem zawody na 7 miejscu – wspomina. Tym razem chciałby wygrać. Zwycięstwa i sportowa rywalizacja są w szybowcach dla Sebastiana Kawy najważniejsze. – Tak naprawdę uprawiam, szybownictwo jako sport wyczynowy i to daje mi największą satysfakcję. Wygrać mistrzostwa świata, pokonać ludzi, którzy mają lepszy sprzęt, większe możliwości, to jest coś – podkreśla.